O autorze
Magdalena Sapińska, lat 39, rodowita Warszawianka

Posiadam dyplom licencjata z ekonomii oraz magistra z finansów na Uniwersytecie Warszawskim, ukończyłam także studia MBA.

Swoje długoletnie doświadczenie zdobywałam pracując w branży budowlanej i farmaceutycznej, gdzie piastowałam najwyższe stanowiska związane z finansami, w tym członka zarządu i członka rady nadzorczej.

Przez cztery lata prowadziłam również własną działalność gospodarczą (biuro rachunkowe i doradztwo finansowe). Jest to cenna wiedza w kontekście zmagań przedsiębiorcy z biurokracją państwową oraz niejasnymi przepisami.

Przez kilka lat byłam związana ze stowarzyszeniem Europejska Federacja Doradców Finansowych. Podejmowane działania miały na celu uregulowanie roli doradztwa finansowego oraz zwrócenie uwagi na nierzetelnych doradców, tzw. sprzedawców kredytów. Jako członek komisji ds. PR promowałam stowarzyszenie na arenie europejskiej.

W swoim dorobku zawodowym mam również współpracę z Gazetą Prawną. W roli eksperta
wypowiadałam się na tematy podatkowe.

Ostatnio kandydowałam do Sejmu RP z ramienia Nowoczesnej Ryszarda Petru.

Związki partnerskie - fanaberia czy realna potrzeba?

Polska jest wciąż krajem, który nie posiada prawnych regulacji dotyczących formalnych związków partnerskich. Czy w jest szansa na przełom w tej sprawie?



W świetle polskiego prawa osoby pozostające w nieformalnych związkach są osobami sobie obcymi, ze wszystkimi tego konsekwencjami m.in. problemami z uregulowaniem kwestii majątkowych, brakiem uprawnień do otrzymania alimentów na siebie, renty rodzinnej po zmarłym partnerze, wyłączenia partnerów z ustawowego dziedziczenia.

Z punktu widzenia interpretacji prawa, Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej mówi, iż małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Nie wspomina nic o związku partnerskim. Zgodnie z ogólnie panującą zasadą prawniczą, jeśli coś nie jest zabronione, to jest dozwolone - można domyślać się, że konstytucja dopuszcza instytucję takich związków.

O związkach partnerskich słyszymy od 2004 roku i do dziś nic się w tej sprawie nie zmieniło. Mam wrażenie, że debata o tej kwestii to półśrodek, temat podnoszony po to, by w jak najmniejszym stopniu narazić się konserwatywnym parlamentarzystom i Kościołowi.

Uważam, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia, które może być ograniczone przez prawa pozostałych członków społeczeństwa. Pamiętajmy, że możliwość zawarcia związku partnerskiego to coś, co uszczęśliwi jednych, a nie zabiera niczego pozostałym. Nie ma powodu, dla którego polscy obywatele mieliby mieć mniejsze prawa, niż obywatele innych krajów europejskich. Prawo zawierania związków partnerskich jest już prawem powszechnym w UE i to nawet w państwach o silnych korzeniach katolickich jak Irlandia.

Osobiście popieram tę kwestię. Sama od wielu lat pozostaję w związku nieformalnym, a samo określenie takiego związku konkubinatem ma wydźwięk pejoratywny. Nieprzystawalność tego słowa do naszej rzeczywistość sprawia, że osoby żyjące w niesformalizowanych związkach, szukają stosownych zamienników taki jak "mój chłopak/dziewczyna czy narzeczony/narzeczona". Ale nie tylko nomenklatura staje się dla młodych par problemem.

Instytucja związku partnerskiego mogłaby pomóc wielu parom uporządkować swoje sprawy tak, żeby na co dzień lub w sytuacji losowej - choroby, śmierci partnera - ich przeznaczenie było lepsze. By mogli korzystać z przywilejów podatkowych, być z partnerem w szpitalu, dziedziczyć, mieć zabezpieczoną przyszłość. Również ich dzieci miałyby uporządkowaną sytuację prawną, np. przez domniemane ojcostwo partnera.

Dyskusja wokół związków partnerskich jest w gruncie rzeczy dyskursem dotyczącym akceptacji współczesnego świata. Tak naprawdę nie chodzi tu o to, czy dany poseł jest homofobem, homoseksualistą, heteroseksualistą, rozwodnikiem albo wdowcem, czy ma światopogląd prawicowy, lewicowy czy liberalny - chodzi o to, czy dostrzega zmieniającą się rzeczywistość, czy widzi, jak ona wygląda i rozumie, co się w niej dzieje. Bowiem - bez względu na osobiste przekonania - nieformalne związki partnerskie są faktem i żadne antypatie tego nie zmienią. A reprezentując obywateli danego kraju należy dbać o ich prawa w równym stopniu.
Trwa ładowanie komentarzy...